
PODRÓŻ W CZASIE
Muzeum Madame Tussauds było ostatnim miejscem na mojej liście "Do zwiedzenia". Cóż, jeżeli mam być szczera, było to nieco przerażające, jednakże nie żałuję swojej decyzji. Tym bardziej, że dzięki temu zyskałam możliwość przeżycia doprawdy niesamowitej przygody, która bez wątpienia marzy się każdemu książkoholikowi.
Przybyłam do Londynu na zaproszenie przyjaciółki, która od dłuższego czasu próbowała mnie przekonać do odwiedzenia tego cudownego miasta. Z racji mojego lenistwa i głęboko zakorzenionej nienawiści do pakowania, które często staje się istną katorgą, broniłam się rękami i nogami, jednak wkrótce moja ciekawość zwyciężyła i tak oto siedziałam w samolocie, lecąc prosto do przyjaciółki. Przez pierwsze kilka dni Cherith oprowadzała mnie po mieście, pokazując swoje ulubione miejsca, ale także nie zapominając o totalnych "must have'ach", takich jak London Eye czy Buckingham Palace. Zaprosiła mnie także na specjalne przyjęcie organizowane przez jej znajomą- niestety musiałam odmówić, gdyż mój lot powrotni zbliżał się nieubłaganie, a chciałam jeszcze zobaczyć Muzeum Figur Woskowych, które zostawiłam sobie na koniec mojej wycieczki. Przed wyjściem zdążyłam jednak pomóc nieco jej bratu ucharakteryzować się w klimatach XIX wieku. Temat przewodni imprezy wydał mi się zabawny, ale przyznam szczerze, że gdybym to ja miała decydować o przyjęciu, wybrałabym coś bardziej kolorowego i ekstrawaganckiego. Pomogłam Tomowi skompletować idealny strój, który usilnie przypominał mi klimaty jednej z ulubionych książek- "Diabelskich Maszyn". Oczywiście nie mogłam przepuścić takiej okazji i sama przymierzyłam kostium arystokraty XIX wieku.
Nie miałam jednak więcej czasu na wygłupy i czym prędzej ruszyłam do muzeum.
Wszystko było dokładnie takie, jak sobie wyobrażałam, odwzorowane z niesamowitą precyzją. Trochę przerażające, ale wciąż budzące niedowierzanie. W pewnym momencie dostrzegłam wyróżniający się sprzęt w kącie. Po chwili wahania podeszłam pod to metalowe pudło i z ciekawością przyjrzałam się przedmiotowi. Gdzieniegdzie widać było stare zębatki, które zdobiły górę, a na samym środku umieszczono coś w stylu kodowej blokady kłódki. Niewiele myśląc dotknęłam delikatnie mechanizmu, ale nagle poczułam jak ziemia usuwa mi się spod nóg i musiałam przytrzymać się mocniej, aby nie upaść. Poczułam silne zawroty głowy i nagle wylądowałam na podłodze. Moją lewą stopę przygniatał owy dziwny przedmiot. Szybko wstałam i otrzepałam sukienkę. Dookoła mnie nie było nikogo, wszyscy zwiedzający w dziwny sposób zniknęli. Zmieniło się również otoczenie, figura Lady Gagi, którą przed chwilą oglądałam znikła, zastąpiona przez jakiegoś mężczyznę, którego nie poznawałam. Po moich plecach przebiegł dreszcz i wiedziałam, że zaraz wpadnę w panikę. Zaczęłam biec w kierunku drzwi, ale były zamknięte. Chcąc, nie chcąc rozejrzałam się dookoła i po chwili w moim umyśle coś przeskoczyło. Wiedziałam już, gdzie się znajdowałam i wiedziałam też, co to za dziwny przedmiot zostawiłam u góry. Był to wehikuł czasu, a ja przebywałam w XIX wiecznym Londynie.
O. Mój. Boże. No to zapowiadało się nieźle.
Kiedy już względnie uspokoiłam się, spróbowałam ponownie otworzyć główne drzwi. Ani drgnęły. Zauważyłam kolejne drzwi za mną i ponowiłam próbę. Bezskutecznie. W trakcie gdy siłowałam się z drzwiami, z nie całkiem oddali usłyszałam czyjeś kroki i cichą rozmowę. Szybko schowałam się za jedynym miejscem jakie przyszło mi do głowy- zasłoną. Nadstawiłam uszu, licząc że dowiem się, jak stąd się wydostać, ale słowa, które dało słyszeć się jako następne, zupełnie mnie zmroziły.
-Drogi Watsonie, co o tym sądzisz?
Prawie zemdlałam, drugi raz w ciągu dnia. Niewiarygodne. Nie dosyć, że przeniosłam się do XIX wieku, to jeszcze kilka metrów ode mnie przebywał Sherlock Holmes. Prawdziwy Sherlock Holmes i doktor John Watson. "Przecież to postaci z książki!"- syknęłam do siebie, ale przecież przed chwilą przeniosłam się w czasie. Zaczynałam czuć się jak Alicja w Krainie Czarów.
To był błąd. Usłyszałam zbliżające się kroki i uświadomiłam sobie, że ktoś idzie wprost na mnie. Nagle zasłona została odsłonięta i moim oczom ukazała się twarz samego doktora.
Miałam dosyć. Naprawdę.
-Czyżbyśmy mieli naszego intruza?- uśmiechnął się Watson, a ja pobladłam. Już otwierałam usta, ale przerwał mi głos Sherlocka:
-Daj spokój Johnie. Ta dziewczyna nie jest tym, kogo szukamy. Ah, Johnie, spójrz na jej sukienkę!
W istocie, miałam na sobie krótką, kwiecistą sukienkę w barwach różu i fioletu, tak odbiegającą od ówczesnych standardów modowych.
Holmes w milczeniu analizował każdy szczegół mojego wyglądu, ale ja, zamiast czekać, zaczęłam wyrzucać z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego.
-...nie wiem czemu tu trafiłam, chcę wrócić, jakiś wehikuł czasu czy coś, nie wiem, dziwny przedmiot, chciałam wyjść, ale drzwi są zamknięte, błagam, pomóżcie...
W tym samym momencie ktoś przerwał mój monolog i była to kobieta, która szła w naszą stronę. Widząc moich towarzyszy, zamarła.
-S-sherlock? Watson? To wy żyjecie?
Skonfundowany Watson spoglądał to na mnie, to na nowo przybyłą.
Uważniej przyjrzałam się dziewczynie.
-O mój Boże. Ja Cię znam! Ty jesteś Lucy, z MSS, organizujesz In travel mss...- otworzyłam oczy szerzej ze zdumienia.
-Ty też tutaj trafiłaś za pomocą wehikułu?
Kiwnęłam głową i spojrzałam na Sherlocka.
-Czy mogłyby mnie panie zaprowadzić do tej dziwnej maszyny, które zwiecie wehikułem?
-Pewnie- odparła Lucy i ruszyła przed siebie.
-Tutaj- wskazała na przedmiot.
Detektyw pochylił się nad sprzętem i uważnie obejrzał. W pewnej odległości od nas stał Watson, wciąż niepewny jak ma się zachować.
-Proszę, pomóż nam stąd się wydostać- poprosiłam Holmesa.
Ten nagle wyprostował się i klasnął w dłonie.
-Niesamowite! A więc jesteście z przyszłości?
-Ee, cóż...tak...- odpowiedziałam niepewnie.
-Niesamowite- powtórzył detektyw- Wystarczy jedynie nastawić rok, który Wam odpowiada i dotknąć maszyny w tym miejscu.
Wystarczyło centymetr dalej, a nigdy nie znalazłabym się tutaj.
Popatrzyłam na Lucy, która kiewnęła zachęcająco głową.
Ustawiłam rok 2016, ale obróciłam się z powrotem. Czułam, że coś tracę, dlatego w przypływie śmiałości wyciągnęłam o dziwo działający telefon, choć bez zasięgu, i uruchomiłam aparat.
-Mogę?- uśmiechnęłam się i pstryknęłam zdjęcie.
Nim zdążyli zareagować i zadać mi więcej pytań, złapałam Lucy za rękę i dotknęłam wehikułu. Cóż, stchórzyłam. Powinnam porozmawiać z tymi niesamowitymi bohaterami książkowymi, ale obawiałam się, że taka okazja więcej się nie powtórzy i utknę w przeszłości na zawsze. Zresztą, znając miejsce pobytu wehikułu, mogłam bez problemu tam wrócić. Przynajmniej taką miałam nadzieję.
Znów doznałam dziwnego uczucia, a ziemia pode mną zawirowała. Tym razem wpadłyśmy w coś w rodzaju tunelu powietrznego, ale po chwili upadłyśmy na podłogę. Ponownie znajdowałyśmy się w Muzeum Madame Tussaud, jednak otaczała nas grupka gapiów. Znalazłam się w naszych czasach, podobnie jak organizatorka In Travel MSS. Wciąż kręciło mi się w głowie.
A może to wszystko tylko sobie wymyśliłam?
Sięgnęłam jednak po telefon, a moim oczom ukazało się zdjęcie. Tym razem naprawdę straciłam przytomność.
<klik> (stylizacja bez tła)
